Misja 2 na Ukrainę - małe wioski pod Czernihovem
Fundacja Nagrodzkiego

W październiku 1920 roku, dziesięć dni po wkroczeniu generała Żeligowskiego do Wilna, nastrój ludności miasta był radosny i wojowniczy. W owych to pamiętnych dniach przyszła mi do głowy myśl, żeby zamiast hejnału krakowskiego, o którym na długo przed tym myślał Wacław Studnicki, a który to hejnał, jak mi się zdawało, nic naszej ludności nie mówił, co dzień rozległy się z wieży katedralnej dźwięki melodii „Skąd nasz ród”. Traktowałem pieśń tę nie jako hymn narodowy, lecz jako pobudkę i wyraz nastroju ludności, a miałem na myśli tylko I zwrotkę – wspominał po latach Nagrodzki.
W październiku 1920 roku, dziesięć dni po wkroczeniu generała Żeligowskiego do Wilna, nastrój ludności miasta był radosny i wojowniczy. W owych to pamiętnych dniach przyszła mi do głowy myśl, żeby zamiast hejnału krakowskiego, o którym na długo przed tym myślał Wacław Studnicki, a który to hejnał, jak mi się zdawało, nic naszej ludności nie mówił, co dzień rozległy się z wieży katedralnej dźwięki melodii „Skąd nasz ród”. Traktowałem pieśń tę nie jako hymn narodowy, lecz jako pobudkę i wyraz nastroju ludności, a miałem na myśli tylko I zwrotkę – wspominał po latach Nagrodzki. Uzyskał on na to przedsięwzięcie pozwolenie od komendanta miasta mjr. Bobiatyńskiego (na piśmie), kuratora katedry księdza prałata Sawickiego, porozumiał się z trębaczami jedynej w owym czasie znajdującej się w Wilnie orkiestry wojskowej i ci za 35 marek „od występu” zgodzili się co dzień grać jedną zwrotkę „Roty” we wszystkich czterech oknach wieży na cztery strony świata. Melodii nadano tempo marsza uroczystego. Publiczność innowację przyjęła z zachwytem – wspominano. Honoraria trębaczom za pierwszy miesiąc wypłacił Nagrodzki z własnych środków. Na następny miesiąc otrzymał 100 marek od Ludwika Chomińskiego, na dalsze zaś zbierał drobniejszymi kwotami wśród przyjaciół i znajomych.
